Przemijanie

  Włączam kaloryfer, aby choć trochę ogrzać nadal zmarznięte ściany jednopokojowego mieszkania. Odchodzę, stawiam na małym, drewnianym stoliku filiżankę. Wsypuję do niej kawę- ekspres, od dnia zakupu przestał parzyć niebiański napój dość…ekspresowo. Wrzątkiem zalewam brązowy pył, siadam i rozkoszuję się zapachem. Biorę gorący pierwszy łyk, ogrzewa mi żołądek, jednak wciąż czuję chłód w dłoniach. „Zdaję sobie sprawę, że to moje największe marzenie trwa       już dekadę”.

  Nabieram i wypuszczam z siebie głośno powietrze. Głucha cisza przerywana od czasu do czasu dźwiękiem wychodzących i wchodzących do mieszkań obok lokatorów.

  Minęło już parę lat, gdy zostawiłam pracę na etacie dla ogólnopojętego pisania. Pisanie opowiadań, merytorycznych artykułów, prób wbicia ludziom do głów, że te żałosne próby, które nazywają „coachingiem” nie mają i nigdy nie miały z tym nic wspólnego. Chcesz być autentyczny? Spróbuj to wszystko przeżyć, a potem się wypowiedz. Może i jestem zbyt krytyczna, może jeszcze mało wiem o świecie i nie moją rolą jest kogoś oceniać. To chyba rażące bo jestem przerażona widząc wiosenne „przebiśniegi”- czyli sto nowych blogów dziennie, o szeroko pojętym lifestyle’u, urodzie i (ekhem) podróżach.

Kaloryfer wciąż zimny. To może oznaczać tylko jedno- sezon grzewczy skończył się wraz z lutym.

  Temat miesiąca. To uczucie prześlizgnęło się od stóp do samego czubka głowy. Kolejna wiosna… która to już w tym roku? Znowu przeoczyłam, znowu niespodziewanie dowiedziałam się przypadkiem, przez ten cholerny grzejnik. We mnie nadal zima, chłodne palce, chłodne serce, śpiący umysł, ledwie dwa teksty na tydzień, nie pogodziłam się jeszcze do końca z utratą rudych liści szeleszczących pod butem, a wczoraj jechałam na przejażdżkę metrem w ciepły, październikowy dzień.

Przeminął kolejny rok.  Na swojej twarzy nie widzę zmian, umysł i dłonie sprawne, kunszt pisarza, niewyobrażalna pewność siebie, choć nieco ospała. Przemijająca uroda, wielkość i łaskawy świat.

To kolejna pora, kiedy ten żart, który nazywam sukcesem, mogę opisać w trzech literach. Gdy zaskoczona wczorajszą wiosną (zdaje się, że zeszłoroczną) podsumowałam swoje dotychczasowe żarty, wyszedł mizerny wynik. Miało się to zmienić, a przez ten kaloryfer jest już za późno. Stał się wyznacznikiem, choć o to nie prosiłam.

Zwracam się z pytaniem do warszawskiej sieci ciepłowniczej- czy jeśli jesienią zakręcę grzejnik, lato potrwa dłużej?

Ktoś jest odpowiedzialny za te wyrzuty sumienia, kiedy wraz ze słońcem wpadającym nachalnie przez żaluzje w oknach, do głowy wciskają się nieproszone tematy. Nie zawsze zapisywalne, często zamykające się w kilku słowach (piszesz te kilka słów, wiedząc, że nie ma sensu się rozpisywać) zawierające i przekazujące cały twój wszechświat, którego nie potrafisz przekazać. Myślałam, że od wiosny do wiosny opanuję tę sztukę, jednak tamta gruchnęła dość nieoczekiwanie.

Tematy przeminęły jak letnio-jesienna werwa, zima dla niedźwiedzi decyzji (takich jak ja), bo nie jestem rekinem biznesu. Od tego miała być wiosna.

Nie pozostaje więc nic więcej, jak ułożenie wieczorem planu na następny dzień. Obudzić się. Wytłumaczyć kotu, że nie może pić z mojego kubka. Przestać nachalnie odkręcać grzejnik każdego dnia, w nadziei, że oddalę nieuniknione. Nie oceniać zakłamania influencerów.

Nigdy więcej nie dać się najść bez zapowiedzi.

Udostępnij:

Facebook


Share This

Łamiąc Stereotypy

Polub mnie na Facebook i zostań na dłużej!