Słowo „koyaanisqatsi” w języku indian Hopi ma wiele znaczeń. Może oznaczać: życie szalone, życie w podnieceniu i zgiełku lub życie pozbawione równowagi. 

 Życie to bieg. Wyścig, rajd, wielka gonitwa, której skutki odczuwam dziś i będzie odczuwało moje pokolenie za kilkaset lat. Gdy Matka Natura tworzyła ten świat, myliła się co do tego, że każde stworzenie będzie ten świat pielęgnować i dbać o niego, jak o najpiękniejszy kwiat. Stworzyła dzikie ostępy, szczyty nie do zdobycia, morza i oceany nie do przepłynięcia. Stworzyła ten owoc na drzewie słodkim i mięsistym dla każdego stworzenia na tej planecie.
Dziś wiem, że to człowiek zarobaczył cały sad. Tak jak natura tworzy i niszczy z efektem wręcz niezauważalnym, tak człowiek sprawił, że życie toczy się w zawrotnym tempie. Wszystko co mnie otacza- budynki, lasy, jeziora, ludzie- zmienia się niemal z dnia na dzień.
Wczoraj przechadzałam się po parku, dziś – w tym samym miejscu- wjeżdżam windą na 33. piętro i kręci mi się w głowie. Zataczam się od ściany do ściany, nie mogąc znaleźć sobie miejsca, nie mogąc złapać oddechu, bo zostałam stworzona tak, by nie musieć bać się wysokości.
Człowiek sam sobie gotuje taki los. Każda moja fobia, każdy lęk powstał z  n i e d o s t o s o w a n i a do prędkości życia, za jakie została mi ofiarowana odpowiedzialność.
Dziś biegnę: z domu do pracy, z pracy do domu, by przespać kilkugodzinną noc, by następnego dnia zrobić znów to samo, poprzeplatane pasją do pisania i oderwania się choć na chwilę. Widzę pędzące samochody. Słyszę znów ten stukot obcasów, jak co roku tak solidnie wbijający mi się w pamięć.
Staję na chwilę, by zatęsknić za dawno niewidzianymi, by porozmawiać na przystanku z kolejną osobą, która niczego nie zmienia w moim życiu. Dlaczego? Każdy z ludzi jest przecież tak wyjątkowy. Każdy z nich ma dar zmieniania czyjegoś życia, obrócenia go o 180 stopni, by postawić kogoś znów na nogach w jego nowej rzeczywistości. Jednak będzie ona zawsze taka sama. Taka dzisiejsza.
Tak szybko i bez skrupułów znów powracam na ziemię. Wyjątkowość człowieka dziś objawia się w przejściu się najpopularniejszą ulicą z kawą z najpopularniejszej kawiarni w mieście. To zachwycenie się drogim śniadaniem w eleganckiej restauracji i przejechanie się taksówką na drugi koniec miasta, pomimo tego, że się to finansowo nie opłaca. To używanie najnowszego telefonu tylko w jego podstawowych celach. Ile razy pomyślałam o ludziach, którzy codziennie o tej samej porze rozpoczynają pracę na produkcji, by w ciągu kilku następnych godzin wykonywać monotonną pracę tylko po to, bym mogła przepłacić w restauracji za wyprodukowane przez nich jedzenie? Ile jeszcze razy uwierzę w kłamstwa, jakimi zarzuca nas wszechobecna reklama i będę pewna, że producenci mają dobre intencje?  Jestem konsumpcyjnym narzędziem istniejącym po to, by ktoś mógł na mnie zarobić i zbudować swoją rzeczywistość od nowa. Żyję w epoce robotów. Spotykam je wszędzie, zachwycam się coraz to nowymi wynalazkami, które- w teorii- mają ułatwić moje funkcjonowanie na co dzień. „By żyło się prościej”. Nie mogę powstrzymać wrażenia, że prostota życia winna zmierzać w stronę ascetyzmu, niż tworzenia formy na konto hedonizmu.
Być może stwarzając sobie przeszkody w swoim życiu, tylko tak mogę nauczyć się nie żyć „prościej”.
Chcę żyć intensywniej, czerpać zysk w postaci doświadczeń i ekscytacji z małych momentów skupienia, aniżeli z pieniędzy i kolejnej rzeczy, która sprawi, że nie będę musiała już nawet kiwnąć palcem by być szczęśliwym i spełnionym człowiekiem.

Gdy jednak moje życie zostało zaplanowane już sto lat temu, jestem tylko trybikiem w tej maszynie. Z biegiem czasu materiał się zmęczy, a ja zostanę wymieniona.
Im więcej czasu poświęcam na obserwacje świata, w którym żyję, tym więcej widzę „jednostek wybitnych”, nadludzi, często już wiekowych; widzę ich stojących w parku, na chodniku, przed domem- stoją, palą papierosy, rozglądają się wokół siebie i stwarzają wrażenie kogoś, kto pochłonął doświadczenie świata. Nie pędzą już. Nie marnują reszty swojego życia na bycie trybikiem, choć może „zatrybili” dość późno. Na zostanie człowiekiem świadomym nie ma granicy wieku. Myślę o końcu o Nas, ludzkości. Stworzyliśmy rzeczywistość, której czujemy się wygodnie i niewiele musimy robić, by tak pozostało. Gdyby w tym właśnie momencie wszystko trafił szlag i musielibyśmy zaczynać wszystko od początku, nie potrwałoby to długo. Człowiek nieświadomy nie uczy się a błędach, nie wnioskuje z sytuacji i problemów. Zawsze urodzi się ktoś, kto chciałby żyć lepiej niż inni. Komu dana rzeczywistość nie będzie pasować, której skutków nie dożyje a tej, którą sam utworzy, również jedynie doświadczy jak muśnięcie motyla na policzku. Bo prawdziwe skutki będą odczuwać ludzie za kolejne tysiąc lat.
Dziś wiem, że to ś w i a d o m o ś ć daje mi pole do bycia „ponad” to, co mnie otacza.
Mogę być trybikiem z pozoru, mogę marnować swój prawdziwy potencjał, jednak jestem wciąż młodą osobą i nie przeżyłam większości swojego życia na byciu tylko częścią maszyny. To ja codziennie obserwuję. Zmieniam swoją rzeczywistość tak, by jej skutki pozwoliły mi czerpać z życia jak najwięcej.
Zbieram doświadczenie, odnajduję swoją wolność i uczestniczę tylko w tym, na co się godzę.

Koyaanisquatsi. Obudź się.
Conscientia, świadomość.  Tego Ci życzę.

fot. pexels.com

Udostępnij:

Facebook


Share This

Łamiąc Stereotypy

Polub mnie na Facebook i zostań na dłużej!