Tego dnia miał wydarzyć się coś, co może i by nie zmieniło biegu planet, ale w tym świecie z całą pewnością było czymś wartym zapamiętania. Od rana kurki chodziły podniecone, w oczekiwaniu tupiąc bucikiem o świeżo wypraną wykładzinę. „idę na papierosa” powiedziała jedna z nich, wysoka blondynka o zadziwiająco drobnej jak na ten wzrost posturze. „nie wytrzymam już napięcia”- dodała na odchodne, zabierając ze sobą swoje dwie koleżanki.

Znajome- przepraszam. W korporacji nie istnieje koleżeństwo.

Każda z kurek zajęła się wkrótce pracą, jednak nie na długo- gdy wybiło południe, szarańcza wyruszyła do punktu recepcji. „był już kurier?!” Krzyczała jedna po drugiej. Zobaczyły swoje pakunki na blacie. „jest,  nareszcie!”.

  Folia została porwana na strzępy, na korytarzu zrobiło się głośno a z otwartych drzwi wychylały się jedynie głowy pracowników znudzonych odbieraniem telefonów. Gdy każdy z nich przewrócił oczami na widok rozbestwionych posiadaczek nowych ubrań znanego projektanta, powrócili do swoich zajęć, pod nosem znów przeklinając nową recepcjonistkę która co rusz źle przekierowywała połączenia od klientów.
Tego feralnego dnia biuro stało się istnym wybiegiem mody. Kobiety, po zablokowaniu toalety na 45 minut i przymiarce nowych ubrań, rozeszły się po korytarzu. Każda w nowym stroju.
Nie uszło to uwadze osób zazdrosnych („skąd one mają na to pieniądze?!), złośliwych („strój niewarty 450 zł”) oraz zwyczajnie rozbawionych („jak nie kupisz, to cię zwolnią).

  Młoda dziewczyna przemknęła prawie niezauważona do wspólnej kuchni, gdzie- ku swojemu niezadowoleniu- natknęła się na stado kwok. Każda ze swoim niepowtarzalnym, robionym na zamówienie przez samego szefa kuchni obiadem. A raczej marną jego porcją. Suchy filet z kurczaka, obok marchewka i garść ryżu. „Jestem na diecie pudełkowej”, pochwaliła się jedna z nich. „Taa”, odpowiedziała dziewczyna przypominając sobie moment, gdy jeden z dowozicieli pewnego razu rozlał na ladę recepcji zamówioną przez kwokę wątróbkę z ziemniakami. Dziewczyna odgrzewając sobie wczorajszego schabowego usilnie starała się ignorować pełne pożałowania spojrzenia innych. Przecież nie od dziś wiadomo, że ludzie niższego sortu jedzą obiady przygotowane przez siebie. Im więcej wydasz na zamówiony obiad, tym więcej znaczysz w oczach legend. Kanapki są nieakceptowalne, z powodu swojego plebejskiego wyglądu i zapachu.

  Po posiłku z donośnym trzaśnięciem zamknęły się drzwi z napisem „dział kadr „. Nikt się jeszcze nie dowiedział, co się tam robi i dlaczego tak długo, jednak po firmie chodzą różne pogłoski. Każdy z nich już wiedział, że „polityka otwartych drzwi” jeszcze na długo pozostanie w cudzysłowie. A może dotyczy tylko niższego sortu?

  Za pięć szesnasta rozpoczynają się spacery. Nerwowe przechadzki do toalety, do kuchni, do sąsiada- przy okazji intensywne obserwowanie zegara na ścianie. Każde przejście na drugi koniec biura to minuta. W drugą stronę daje nam dwie. Wizyta w toalecie dopełnia minuty do szesnastej, jednak na tyle aby pójść jeszcze po rzeczy- pracodawca nie pochwala wychodzenia punktualnie. Ale bardzo chwali przychodzenie wcześniej. Oczywiście bezpłatnie, to pewnie w ramach „rozwoju w dynamicznym zespole”.

  Zwykła winda zmienia się w windę śmiechu, żartów, odliczania do piątku. „wtorek to taki mniejszy poniedziałek” „czwartek to już prawie piątek”.
Życie toczy się tutaj przez dwa dni weekendu. Od poniedziałku do piątku ludzie działają jak roboty, ścigają się w absurdach, wywyższają kto ma lepiej, komu i za ile- aby tylko stać się autorytetem.

  W dniu przyjazdu prezesa wszyscy chodzą jak w zegarku. Nawet to, że wszyscy w biurze są na „ty” wiele w tej kwestii nie zmienia. Pozornie luźna komunikacja nie ma znaczenia, gdy chodzi o zaspokajanie nawet najbardziej prymitywnych potrzeb tych „lepszych”.

  I myślałam o tym dzisiaj, patrząc z niedowierzaniem, że wśród wymogów potencjalnego pracodawcy znalazłam zakładkę „zdjęcie”. To, jakimi kryteriami obecnie rządzi się ludzka kariera. To, że kwestia znalezienia pracy zależy od trafienia w loterii genetycznej, a nie rzeczywiste umiejętności, które zdają się schodzić na zupełnie końcowy plan.
Chociaż cały tekst ma wybrzmienie nieco satyryczne, przełykam gorzką pigułkę faktu, że idąc wśród wrony musisz krakać jak one. Wejść w ten świat trochę głębiej wiedząc, że niewiele zostanie dla ciebie z twojego prywatnego życia. Bywa zbyt łakomym kąskiem dla pobocznych, a gdy już wdrożysz się w nowe obowiązki, całym sobą wnikasz w nową rzeczywistość dostosowywania się.
  I możesz być kim chcesz. Miłą, uczynną osobą, zimną korporacyjną suką, milenialsem, którego nie zadowalają owocowe piątki oraz idealistą, dla którego ten świat to tylko środek do celu. Możesz być prawdziwym sobą i właśnie w tej społeczności się odnaleźć.

O koszt nie pytaj. Bo RODO.

Udostępnij:

Facebook


Share This

Łamiąc Stereotypy

Polub mnie na Facebook i zostań na dłużej!