Kolejne lato już prawie za mną.

Czy miałeś kiedyś uczucie tak nieznośnej nostalgii, związanej z przemijaniem, ze zmianami, których w życiu byś się nie spodziewał? Jasne, nie przewidujemy przyszłości… Ale nie opuszcza mnie wrażenie, że każda zmiana, której doświadczyłam przez ten rok była kompletnie niespodziewana. Los w arbitralny sposób pokazuje mi, że ma dla mnie zupełnie coś innego niż to, co ja sama sobie zaplanowałam. Mija się również czasowo, wszystko przyspiesza, o wszystkim decyduje. Czuję się jak widz w kinie plenerowym, a jedyne co mogę zrobić to śledzić ruch głównego bohatera na ekranie.

„Nie ma czegoś takiego jak przypadek. Cóż to bowiem jest przypadek? To tylko usprawiedliwienie tego, czego nie jesteśmy w stanie zrozumieć.” (Myśliwski)

Cieszę się, że dane jest mi udoskonalać się jako człowiek, jako jednostka. Że mam możliwość zaangażowania się w coś, co do tej pory wydawało mi się głupie i nie dla mnie. Bo jasne, rzeczywiście mogłabym przeżyć to życie nie robiąc absolutnie nic prócz kompletnego minimum. Mam wrażenie, że przez ostatni czas tak właśnie żyłam, próbując sobie wmówić, że takie życie jest dla mnie najlepsze, co noc wyobrażając je sobie w zupełnie inny sposób. Wizje nie dawały spokoju, marzenia o tym, kim mogłabym i chciałabym być, nigdy wcześniej i nigdy później nie czułam, jak mało osiągalne wtedy  było to dla mnie. Jedna decyzja może wpłynąć na przebieg całego dalszego życia, człowiek sam siebie potrafi zamknąć w otwartej klatce.

To nie było obiektywnie złe życie, ale nie było dla mnie. Spokój, brak pośpiechu, życie z dnia na dzień bez wyraźnego celu, bez dążenia do czegokolwiek i poczucia zdobywania kolejnych szczytów. Dom, rodzina, spędy rodzinne, znoszenie czegoś, czego nigdy nawet nie wyobrażałabym sobie, że będę musiała w ogóle brać na barki. Bycie odpowiedzialną nie tylko za siebie, ale również dbanie o realizację celów innych, bliskich osób. Myślę, że nigdy do końca nie potrzebowałam uznania i oklasków, gratulacji z powodu dokonania czegoś nowego. Ale zawsze czułam rozczarowanie i zawód sobą, gdy mijało kolejne pół roku mojej wegetacji. Czasem chodzi o to, żeby mieć przy sobie właściwych ludzi, ja miałam poczucie, że bardzo chcę wrócić do czasów sprzed dziesięciu lat i korzystanie z czasu wolności, którego wydawało mi się, że nie miałam. Wróciłam więc do korzeni starając się wmówić sobie, że to jest właśnie to, czego potrzebuję w tym momencie i jasne, nie muszę absolutnie tego żałować. Tak czułam i tak zrobiłam. Ale teraz, po dwóch, trzech latach, podjęłabym zupełnie inne decyzje i nie stawiała wszystkiego na jedną kartę- tęsknotę. Wracając z Warszawy do Gdańska czułam, że tęsknota to jedyne głębsze uczucie, jakie mogę z siebie dać. Kierując się właśnie tym, zrobiłam coś czego żałowałam już po kilku miesiącach. Utkwiłam w klatce, którą sama sobie zrobiłam kierując się jedynie pragnieniem cofnięcia czasu. Czas się nie cofnął, ba- nawet nie zatrzymał. I teraz jestem tu, mam 26 lat i myśl, że gdybym mogła od początku swojego dorosłego życia nie ukierunkowywać na związki i relacje, teraz byłabym zupełnie kimś innym. Staram się niczego nie żałować, ale nie mogę powstrzymać uczucia, że to żałowanie to taki pusty frazes, bo każdy z nas chciałby coś w życiu zrobić inaczej. Kierujemy się doświadczeniem, nauką, ilością odrobionych lekcji życiowych, podejmujemy decyzję (albo nie) o życiu od tego momentu inaczej. Ja podjęłam tę decyzję gdy zrozumiałam, że życie w przeszłości i przywracanie uczuć, które wówczas wydawały mi się korzystaniem z oferowanego przez los na sto procent, nie zaprowadzi mnie do tego, czego na sto procent chciałabym za kilka lat. Przeżycie tych chwil jeszcze raz, z tymi samymi ludźmi, w konkretnych sytuacjach bywało miłe, ale na dłuższą metę było to tylko przedłużanie czegoś, co powinno się już dawno skończyć. Każdy etap ma swoją datę ważności i jest to może nieco gorzka prawda o życiu, ale właśnie praca na przyszłość daje możliwość przeżywania jeszcze lepszych chwil. Nie da się przez połowę życia ignorować faktu, że pierwsze razy zdarzają się właśnie tylko raz. Znajomość całego scenariusza na pamięć nie sprawi, że choć odrobinę przybliżysz się do uczucia, jakie miałeś za pierwszym razem.

Nie ma nic złego w zmienianiu się, nawet jeśli przez to zmieni się całe otoczenie, co wydaje się być naprawdę trudne- kto z nas usłyszał w życiu choć raz słowa „zmieniłeś się”? Ludzie są i odchodzą. Bycie odpowiedzialnym to właśnie wybieranie swojej drogi nawet jeśli nie spotykamy się z pozytywnym feedbackiem, nawet jeśli po raz kolejny tego roku musimy pożegnać kogoś, kto wydawał się być na zawsze. I tak jak nie potrafimy uczyć się na czyichś błędach, tak nie musimy trwać przy  boku kogoś, z kim przez życie szliśmy tylko przez chwilę.

Dzisiaj korzystanie z życia kojarzy mi się z czymś zupełnie innym, mniej buntowniczym, mniej dającym wytchnienie i radość na chwilę. Myślę, że zawsze miałam poczucie, że chcę czegoś więcej w przyszłości i ta przyszłość nadeszła już teraz. I pomimo tego, że wiem, że wszystko co się zdarzyło do tej pory było mi potrzebne, by mieć siłę dojść tu gdzie jestem, to naprawdę oszczędziłabym sobie z chęcią przykrości i łez wylanych przez ostatnie lata. Wierzę z przeznaczenie, ale wierzę też w to, że zdawanie się wyłącznie na los przynosi wiele negatywnych doświadczeń, których można było uniknąć przy odrobinie odwagi i wiary we własne siły. Próbuję wierzyć w to, że niektóre wybory nie są zależne jedynie od nas, ale z drugiej strony- dlaczego nie? To my wybieramy związki skazane na porażkę od samego początku. Wybieramy bycie trofeum, popychadłem, wybieramy to, że druga osoba poprzez wtargnięcie do naszego życia zaczyna w pełni nim władać. Osobiście nie znam osoby, która byłaby nie do złamania. Myślę, że przez lata dałam sobie wmówić różne rzeczy, których jako jednostka wcale za prawdy życiowe nie uważam. I choć wielokrotnie udowodniłam sobie,  jak wiele potrafię, dla innych wciąż mogę być nieporadną życiowo osobą, za którą można podejmować decyzje.

Nie wiem, czy nigdy już nie zapragnę wsiąść w wehikuł czasu i poczuć znowu jakieś konkretne emocje. Mam nadzieję, że po ostatnim już więcej nie dam się nabrać na ten miraż, że nie pozwolę sobie myśleć, że fakt, że ktoś miał być od początku na zawsze, zablokuje mnie przed podjęciem decyzji zgodnych ze mną w pełni. Być może jest to sygnał, że nie można się przywiązywać, do ludzi, do sytuacji, gdy bardziej prawdopodobne jest to, że za kolejne trzy lata będziemy już kompletnie inni.

I dzisiaj czuję wszystko inaczej, bardziej. Cieszę się z przemijającego lata, a myśl o jesieni przyprawia mnie raczej o ekscytację. Nie mogę się doczekać chwil, jakie są przede mną, jesiennego płaszcza, mokrych od deszczu ulic miasta, które naprawdę zdążyłam przez ostatni czas polubić. Poranki są szczęśliwsze, odkąd nie wisi nade mną czarna chmura. Czuję niespotykany dotąd spokój, parząc rano kawę. Bycie w miejscu, w którym bywałam tyle razy, a jednak teraz widzę to w zupełnie inny sposób. Spacerowanie wzdłuż nabrzeża, czucie łaskotania piasku na plaży, wyobrażanie sobie życia latarnika, wydawałoby się, najsamotniejszego człowieka na ziemi. Myślę, do czego mnie moje „dzisiaj” zaprowadzi, zmieniam się i wszystko czuję w palcach bardziej. Każdy szczegół wydaje się istotny, patrzę na ludzi, których ciężko mi odgadnąć- a im ciężej, tym bardziej mnie fascynują. Mogę zatracić się w czyichś oczach i zobaczyć w nich coś dobrego. Czuję, że w końcu jestem we właściwym miejscu by robić właściwe rzeczy, te, których brak mnie unieszczęśliwiał, a życie wydawało się bardzo niesprawiedliwe i niepewne. W końcu, po latach duszenia się i urządzania sobie klatki, wyszłam z niej i czuję się wolna. Nie czuję się już naznaczona tym, co wydarzyło się w przeszłości, na co nie przyniosła remedium nawet terapia, nie brak mi niczego i nikogo. Czuję, że godzę się z tym, co się wydarzyło i nie jestem już rozdarta między tym czego chcę, a co powinnam. Nie czuję, że nie spełniam czyichś wymagań i oczekiwań, nie muszę udawać, bratać się i jednać na siłę. Mogę witać się i żegnać bez żalu, że zawsze mogę odejść gdy poczuję wątpliwość.

Dziś czuję przemijające lato bardziej. Stoję już na innym balkonie, widzę inne osiedla, słyszę odgłos zbliżającej się nocy, czuję sierpniowe ciepło na swojej skórze. Próbuję wykrzesać z siebie chociaż kilka słów, ale chyba najlepszym wyjściem będzie przyjęcie tego w milczeniu. Myślę o tym, ile razy nie powiedziałam czegoś, gdy chciałam. Jakie jest prawdopodobieństwo, że były to słowa ważniejsze od tych, które z siebie wyrzuciłam?

To będzie chyba niedokończona historia.

Udostępnij:

Facebook


Share This

Łamiąc Stereotypy

Polub mnie na Facebook i zostań na dłużej!